Koronawirus zapobiega pożarom traw?

                W roku 2019 do końca kwietnia na terenie samej gminy Choszczno pożarów traw mieliśmy 70, w tym roku na dzień dzisiejszy mamy ich tylko 23, z czego 14 tych niechlubnych pożarów wystąpiło w okolicy Radlic i Roztocza. Tendencja spadkowa pożarów w ogóle byłaby zadowalająca, gdyby wynikała z czystej intencji ludzkiej a nie z pandemii wirusa, który dotknął chorobą i śmiercią wiele osób. Patrząc na często pojawiające się pożary w okolicy wspomnianych dwóch miejscowości nietrudno wysnuć wniosek, że działa tam wyjątkowo zdeterminowany podpalacz.

                 Pożary traw co roku osłabiają potencjał ratowniczy każdego powiatu w całej Polsce absorbując energię i uwagę nie tylko straży pożarnej, ale i innych służb. Z „dymem” idzie również sprzęt gaśniczy użyty do tych działań, jak również woda, o której deficycie zaczęło się ostatnio mówić, ale przede wszystkim pożary te generują olbrzymie starty finansowe naszego Państwa. Finanse te mogłyby przysłużyć się na poprawę warunków życia w naszej Ojczyźnie, jednak ktoś po prostu uznaje, że pożar jest lepszy.

                Jednak największym złem tego wszystkiego jest śmierć zwierząt, które często kryją się gdzieś w wysokiej trawie wychowując tam swoje potomstwo.

                Kiedy pojawił się koronawirus, a wraz z nim restrykcje dotyczące codzienności – pożarów jest znacznie mniej, jednak dalej są. Warto zaznaczyć, że strażacy Ochotniczej Straży Pożarnej w wyniku czyjejś decyzji o podpaleniu, nie muszą, ale chcą zapobiec skutkom pożarów traw, jednak nie mogą uniknąć gromadzenia się w kabinach wozów bojowych po 3-6 osób zwiększając tym samym prawdopodobieństwo zakażenia się koronawirusem ze świadomością przekazania zakażenia swoim bliskim – domownikom.

Dlaczego tak po prostu ludzie nie mogą zrezygnować z podpalania traw?

Brak możliwości komentowania.